noszenie dzieci, rodzicielstwo bliskości, karmienie naturalne

Czy wszystkie dzieci są zdolne? O tym, jak marnujemy wrodzone talenty

Gdy poszedłem do szkoły, zapytali mnie, kim chcę być, gdy dorosnę. Odpowiedziałem: „Chcę być szczęśliwy”. Powiedzieli mi, że nie zrozumiałem pytania. Ja im powiedziałem, że nie rozumieją życia.

John Lennon

Życie ludzkie to „konkurs najlepszych”, który zaczyna się już w dzieciństwie. Ludzie oceniają siebie samych, podlegają ocenie innych ludzi oraz sami oceniają innych. Porównują się, rywalizują o miejsce na podium. Swoje samopoczucie uzależniają od opinii innych osób na swój temat oraz miejsca w rankingu. „Kto pierwszy, ten lepszy” – powtarza nam się od pierwszych lat życia.

W tym powszechnym wyścigu rzadko chodzi o to, by siebie doskonalić i wzrastać w sobie, rozwijać swoje człowieczeństwo i swoje talenty. Rzadko chodzi o to, by podążać za sobą i wydobywać z siebie to, co autentyczne i szczere. Częściej, niestety, chodzi o to, by ścigać się w konkurencjach, które są społecznie nobilitujące i które powszechnie zostały uznane za warte zachodu. Przecież przyjęło się uważać, że to ci „inni” wiedzą lepiej, co warto robić w życiu, co należy osiągnąć, by móc czuć się wystarczająco dobrym, jak należy się zachowywać, ile zarabiać, gdzie mieszkać i co czuć.

Jak to możliwe, że człowiek daje się tak bezmyślnie zapędzać w kozi róg? Że zakłada klapki na oczy i żyje po to, by spełniać oczekiwania innych i boi się wychylić ponad przeciętność? Jak to możliwe, że dumny „władca świata”, niby-myślący Homo sapiens, przeżywa swoje życie, bezrefleksyjnie oglądając się na innych i szukając w innych ludziach odpowiedzi na pytanie o to, ile jest wart?

Na pytania te próbują odpowiedzieć autorzy książki „Wszystkie dzieci są zdolne. Jak marnujemy wrodzone talenty?” – neurobiolog Gerald Hüther i dziennikarz Uli Hauser.

O książce tej próbuję napisać od lutego, jednak jej treść ma dla mnie taki kaliber, że jest to bardzo trudne. Gdybym chciała napisać o wszystkich wnioskach, jakie z niej wyniosłam, pewnie musiałaby powstać kolejna książka. Wybaczcie zatem długość tego wpisu.

Wszystkie dzieci są zdolneDopasowani do oczekiwań rodziców

Z badań profesor Liseelotte Ahnert, pracującej w Instytucie Psychologii Rozwojowej Uniwersytetu Wiedeńskiego i od 30 lat zajmującej się badaniem rozwoju więzi między dzieckiem a rodzicami w okresie niemowlęcym, wynika, że, w odróżnieniu od tego, co było kiedyś, w dzisiejszych czasach jest bardzo duży nacisk na to, by to dzieci dopasowały się do oczekiwań matki i ojca, a nie na odwrót. Już słyszę oburzone głosy, które zastanawiają się, czego się czepiam, bo przecież tak właśnie ma być… Naprawdę?

Jedyne, co od tysięcy lat pozostaje niezmienne, to dziecięce potrzeby.

Prof. Ahnert twierdzi, że dzisiejsi rodzice nie potrafią zaufać swojemu dziecku – nie wierzą w to, że dziecko samo najlepiej wie, czego potrzebuje do harmonijnego rozwoju oraz że potrafi to komunikować i o to zabiegać. Nieustannie wzrastają oczekiwania rodziców wobec dzieci, nawet tych nienarodzonych – dorośli chcą decydować o płci dziecka, terminie porodu, potem o ilości snu potomka, o tym, ile je i jak się zachowuje. Coś, co kiedyś wydawało się science fiction, dziś uznawane jest za nową normę.

Zatrważająco wiele osób uważa, że główną powinnością dziecka jest to, by nie sprawiać dorosłym kłopotów. Dzieci nie powinny przeszkadzać rodzicom w realizacji ich celów. Oczekuje się, że szybko się usamodzielnią i jeszcze szybciej oduczą się okazywania emocji, bo emocje uznaje się za słabość. Już miesięczne niemowlę dostaje etykietkę z napisem „grzeczne” lub „niegrzeczne”, kiedy mniej lub bardziej intensywnie dopomina się o uwagę. Za tym wszystkim stoi założenie, że życie rodziców nie może się zbytnio zmienić po pojawieniu się dziecka.

Dzieciofobia

W dzisiejszym świecie dzieci generalnie wydają się czynnikiem zakłócającym „normalne” życie ludzi – zwykle zbyt głośnym, zbyt ruchliwym, zbyt nieprzystosowanym do panujących reguł. Autorzy piszą:

W szkockiej miejscowości Firhall Village […] prawo do osiedlenia się mają wyłącznie osoby powyżej 45. roku życia, których dzieci ukończyły 16 lat. Wnuki mogą odwiedzać dziadków jednorazowo tylko przez 2-3 tygodnie, w roku łączny czas ich odwiedzin nie może przekroczyć 3 miesięcy. Inwestor, który zrealizował projekt, planuje budowę kolejnych „bezdzietnych” osiedli […]. Zainteresowanie jest duże.

Ale nie tylko w takich zamkniętych osiedlach dzieci są niemile widziane. Biura podróży organizują „bezdzietne” wyjazdy, powstają restauracje, do których dzieci nie mają wstępu. Przykłady można mnożyć. Jeśli dziecko z każdej strony dostaje komunikat, że jest z nim coś nie tak i społeczeństwo go nie akceptuje, trudno w takich warunkach o normalne dzieciństwo.

Zasłużyć na miłość

Dzieci posiadają niezwykłą zdolność rozpoznawania oczekiwań rodziców. Są gotowe zrobić naprawdę wiele, by zasłużyć na coś, na co zasługiwać się nie powinno: na akceptację, miłość i dobrą więź z rodzicem – robią to nawet wbrew sobie. Są fantastycznymi obserwatorami i świetnie czytają emocje z twarzy i zachowania dorosłych. Poprzez wyrażenie swojej dezaprobaty i odsunięcie dziecka od siebie, choćby na krótki czas, rodzic jest w stanie mniej lub bardziej skutecznie wpływać na zachowanie maluchów – oczywiście do pewnego czasu. To ciekawe, jak często słyszy się o tym, że dzieci manipulują dorosłymi. Być może warto zastanowić się, czy nie jest przypadkiem na odwrót i czy to jest ok…

W głębi serca dzieci marzą dokładnie o tym samym, za czym tęskni każdy z nas: o akceptacji, byciu zauważonym, o możliwości bycia sobą, szanowaniu ich takimi, jakimi naprawdę są, z zaletami i wadami – jak każdy z nas, marzą o bezwarunkowej miłości.

Wszystkie dzieci są zdolnePouczanie

Dorośli roszczą sobie prawo do nieustannego pouczania dzieci. Świetnie to widać na placach zabaw, gdzie opiekunowie chodzą krok w krok za swoimi podopiecznymi i podpowiadają im, jak mają się zachowywać. Nie ma miejsca na spontaniczność i swobodną zabawę. Karuzela służy przecież do kręcenia, nie do zabawy w sklep. Łopatką należy się podzielić z drugim chłopcem. Po ściance można się jedynie wspinać, nie schodzić. Dziewczynce nie przystoi zabawa koparką. Chłopiec z wózkiem dla lalek to obciach. To tylko nieliczne z komunikatów, których osobiście byłam świadkiem, a dzieci naprawdę ich nie potrzebują.

Dzieci to gatunek orłów, a nie kurczaków.

Nagrody i kary

Temat nagród i kar jest przedmiotem niezliczonych sporów.  Zdaniem Hüthera i Hausera „tradycyjny” model wychowawczy oparty na systemie nagród i kar to rodzaj tresury, który nijak nie odpowiada na wyzwania, przed którymi stoją dzisiejsi rodzice i dzisiejsza szkoła. Nagrody i kary uczą ślepego posłuszeństwa i nie zaszczepiają w dzieciach chęci przestrzegania określonych reguł, czy też osiągania określonych wyników. Uważa się, że w efekcie dzieci tracą wewnętrzną motywację do rozwoju, a niektóre nie odzyskują jej już nigdy…

Dlaczego system nagród i kar, który wydaje się mieć tak mocno ugruntowaną pozycję, zdaniem autorów nie działa? Na Zachodzie od dłuższego czasu daje się obserwować pewien wyraźny trend – dzieci w coraz większym stopniu uniezależniają się od swoich rodziców i wcześniej stają się samodzielne. Kwestionują narzucane im zasady i normy społeczne. Jako nastolatki znajdują oparcie w grupach rówieśniczych. Nie potrzebują rodziców tak bardzo jak kiedyś. Wizja nagrody i/lub kary nie robi na nich tak dużego wrażenia jak kiedyś. Zdaje się, że naprawdę pora wymyślić coś lepszego…

Autorzy książki „Wszystkie dzieci są zdolne” podkreślają, że warto zadać sobie pytanie nie o to, jak najlepiej osiągnąć cele wychowawcze i edukacyjne, ale czemu właściwie wychowanie i edukacja mają służyć. Jakiego efektu my, dorośli, oczekujemy? Jaki jest dzisiejszy świat i jaka powinna być edukacja, żeby odpowiedziała na potrzeby dzieci, zmieniających się warunków życia oraz relacji międzyludzkich? W jaki sposób efektywnie wykorzystać to, co wiemy o mózgu ludzkim oraz rozwoju dziecka, by nie zmarnować jego potencjału? Wreszcie – jak właściwie rozpoznać ten potencjał? 🙂

20150520Talent według autorów książki „Wszystkie dzieci są zdolne”

Talent nie musi ujawnić się automatycznie w postaci niezwykłych osiągnięć czy nadzwyczajnych umiejętności. Jest to w pierwszej linii określony potencjał, możliwość rozwinięcia pewnych zdolności lub osiągnięcia w konkretnej dziedzinie sukcesów znacznie przewyższających dokonania innych ludzi.

Czy wiecie, że Albert Einstein jako dziecko całymi dniami budował domki z kart? Bywało, że godzinami rozmyślał nad postawionym mu przez nauczyciela pytaniem, a do tego nie potrafił niczego nauczyć się na pamięć. O swoich osiągnięciach powiedział podobno: „To nie jakiś wyjątkowy talent, to po prostu moja namiętna ciekawość świata.”

Jak myślicie, co „statystyczny” rodzic, „statystyczny” nauczyciel lub też „statystyczny” przedstawiciel systemu opieki zdrowotnej powiedziałby o takim dziecku i jakie zalecenia by padły? Dziecko niedostosowane? A może to brak dyscypliny, no bo jak można pozwolić dziecku układać godzinami jakieś głupie domki z kart? A może dziecko ma autyzm i należy je leczyć? To najpewniej wina matki, która nie zadbała o wczesną socjalizację dziecka i ono teraz woli swoje własne towarzystwo od towarzystwa rówieśników… W każdym razie z całą pewnością NALEŻY zachowanie dziecka zmodyfikować tak, by pasowało do ogółu. Odstępstwa od normy są złe. (Oglądaliście film „Niezgodna”? Lekkie i przyjemne kino o tym, jak tępi się niedopasowanych. Film niby z gatunku science fiction, a jednak…)

Co to jest talent?

W miarę upływu czasu zmienia się sposób postrzegania tego, co nazywamy talentem. Zasada jest jednak stała: doceniane są te zdolności, które dają jakieś mocne korzyści lub konkretną wartość (najchętniej liczoną w banknotach). Inne są mało ważne.

Jeżeli dziecko przejawia talent do budowania domków z kart, prawdopodobnie będzie niżej oceniane od dziecka, które potrafi samodzielnie złożyć komputer. To pierwsze dziecko prawdopodobnie będzie czuło się mniej wartościowe od drugiego, które z kolei poczuje się lepsze od innych. Czy ktoś w ogóle zechce zauważyć, że te ponadprzeciętne zdolności, które wykazuje dziecko podczas tworzenia budowli z kart, to talent? Czy ktoś to nazwie talentem, czy jednak dziecko otrzyma komunikat, że całymi dniami zajmują go bezwartościowe głupstwa i koniecznie musi się zmienić, bo inaczej niczego w życiu nie osiągnie?

Tak łatwo podciąć skrzydła…

Jak powstaje talent?

Autorzy książki mierzą się z powszechną opinią na temat powstawania talentów. Przyjęło się uważać, że dany talent wynika bezpośrednio ze zbioru cech wrodzonych, a więc uwarunkowanych genetycznie. Autorzy przekonują jednak, że ta teoria nie do końca tłumaczy pochodzenie tego, co zwykliśmy nazywać talentem. Jak bowiem, przykładowo, wyjaśnić za jej pomocą niezwykłe zdolności osób, które urodziły się jedynie z fragmentami kończyn, i pomimo swoich ograniczeń dokonują za pomocą rąk i nóg rzeczy absolutnie niezwykłych? Jak wyjaśnić fenomenalny słuch u osób niewidomych?

Wszystkie dzieci są zdolneAutorzy przekonują, że:

to, co doprowadziło do rozwinięcia się określonej umiejętności i charakterystycznych dla niej połączeń w mózgu, musiało mieć szczególne znaczenie dla dziecka w okresie płodowym, a potem we wczesnym dzieciństwie.

Dzisiaj wiemy o tym, jak bardzo plastyczny jest nasz mózg i na jak ogromną skalę dochodzi w nim do modyfikacji na przestrzeni ludzkiego życia, a w szczególności w pierwszych latach. Rozwijanie talentów przychodzi dzieciom tym łatwiej, im większą sprawia im to radość, im bardziej jest to dla nich ważne i im większe ma dla nich znaczenie. Trudno w tym miejscu nie wspomnieć o tym, jak wielkie znaczenie dla rozwoju potencjału dziecka ma tworzenie sprzyjającego środowiska, które wspiera, akceptuje zauważa jego talenty i pozwala dziecku na rozwój w jego indywidualnym tempie.

Ludzie – istoty społeczne

Mózg ludzki jest organem społecznym. Człowiek nie może żyć bez innych ludzi, a mimo to dziś bardziej niż kiedykolwiek w historii pielęgnuje się mit samowystarczalności, co widać również we współczesnej szkole. Zamiast wzajemnego wsparcia, troski oraz współpracy, dzieci uczą się brutalnego współzawodnictwa. Liczy się walka o jak najlepsze stopnie, a drugi człowiek postrzegany jest jako zagrożenie i konkurencja. Zabija się cechy potrzebne do rozwiązywania zadań, z którymi dziecko na pewno zetknie się w przyszłości: ufność, kreatywność, odwagę, upór, poczucie odpowiedzialności i świadomość społeczną.

Samowystarczalni

Z badań psychologów wynika, że w Niemczech co drugie dziecko prezentuje cechy „osobowości unikającej”. Co to oznacza? Takie dzieci nie potrafią dbać o własne potrzeby, zaś w trudnych sytuacjach nie szukają wsparcia u innych ludzi. Próbują być samowystarczalne. Społeczeństwo uważa je za osoby niezależne, mające „twardą skórę”. Jednak to tylko pozory – radzą sobie świetnie, gdy wszystko układa się dobrze. W chwilach kryzysu zatapiają się w jedzeniu, alkoholu lub innych używkach.

20150520Zaufanie

Zaufanie jest podstawą, na której dziecko buduje swoje relacje z innymi ludźmi oraz wychodzi z inicjatywą, by zdobywać kolejne życiowe doświadczenia. Na bazie ufności dziecko buduje otwartość i spokój, które są podstawą uczenia się.

Zaufanie rozwija się w okresie dzieciństwa na trzech różnych płaszczyznach. Pierwsza z nich to wiara we własne możliwości i umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu. Druga to przekonanie, że trudne sytuacje można rozwiązywać wspólnie z innymi ludźmi. I wreszcie ufność, że jeśli rodzice chcą naszego dobra, to przecież świat także nie może mieć wobec nas złych zamiarów.

Wiara we własne siły

Zaufanie dziecku oraz wiara w jego indywidualny potencjał jest dla dziecka jak źródło mocy, z którego będzie korzystało przez całe życie. W jaki sposób zaszczepić ją dziecku? Zdaniem autorów należy pozwalać mu samodzielnie stawiać czoło wyzwaniom, rozwiązywać problemy, z którymi się spotyka, poszukiwać rozwiązań, ale jednocześnie dawać wsparcie emocjonalne, gdy dziecko go potrzebuje.

Edukacja: jesteś przeciętny – jesteś ok

Zadanie dzisiejszych nauczycieli polega na tym, by realizowali ustalony odgórnie program nauczania, egzekwowali od uczniów ściśle określony poziom wiedzy i porównywali między sobą wyniki jednego ucznia z wynikami drugiego. Jeżeli uczeń przejawia jakieś braki, jego zadaniem jest podciągnąć się w przedmiocie, w którym te braki stwierdzono, mimo że prawdopodobnie nauka tych braków jest dla niego najmniej przyjemna i nie przynosi wiele korzyści. Nierzadko bywa, że rodzice posyłają dziecko na korepetycje z przedmiotu, który idzie mu słabo. Wszystko dlatego, że w naszym systemie edukacji ważne jest, by poprawić dwóję na tróję, a nie czwórkę na piątkę czy szóstkę. Autorzy wskazują na czysty absurd systemu, w którym liczy się przeciętność i równanie do reszty. Nie jest istotne doskonalenie się w tym, w czym uczeń przejawia szczególne zainteresowania, lecz bycie odpowiednio dobrym we wszystkim. Niezbędne minimum wiedzy potrzebnej do zaliczenia kolejnego etapu edukacji wyznaczą dorośli.

Wszystkie dzieci są zdolnePrymusi

Robert Kiyosaki napisał taką książkę: „Dlaczego piątkowi uczniowie pracują dla trójkowych, a czwórkowi zostają urzędnikami” – od dawna chcę ją przeczytać 😉 Mam wrażenie, że autorzy „Wszystkie dzieci są zdolne” poruszają podobny problem. Piszą o odnajdywaniu się w życiu zawodowym prymusów – ludzi, którzy zawsze osiągali wysokie oceny w szkole, którzy bez problemu spełniali wymagania stawiane przez system edukacji, byli klepani po ramieniu przez dumnych nauczycieli i rodziców, z łatwością obierali sobie kolejne cele i oto nagle w dorosłym życiu przestają sobie radzić. Nie umieją przyjmować porażek i nie znają pracy zespołowej. Nie inspirują. Pozbawieni są pasji. Doskonale wypełniają obowiązki narzucane im przez innych i są w tym maksymalnie wydajni. Nie czują się jednak dobrze w poszukiwaniu nowych rozwiązań oraz testowaniu nowych dróg.

Autorzy przekonują, że czasy takich egocentrycznych automatów minęły. Nie jest już ważne odgrywanie ról – ważne jest bycie sobą, ważne są kompetencje społeczne, upór, kreatywność i nonkonformizm, nie zaś dopasowanie do reszty.

Ważne jest to, żeby rozpoznać własny potencjał, nauczyć się współpracować z innymi, nie odgradzać się i umieć nawiązywać relacje.

Jakie wskazówki dla rodziców i szkoły płyną z lektury książki „Wszystkie dzieci są ważne”?

Jest ich naprawdę bardzo wiele. Ta książka to ocean inspiracji. Wybiorę kilka:

  1. Za Albertem Einsteinem: „Nie komplikujmy świata, lecz uczyńmy go jak najprostszym”. Z punktu widzenia neurobiologii, dla rozwoju dziecka największe znaczenie mają najprostsze czynności, gry, zabawy, wspólny śpiew, opowiadanie bajek. Może zamiast kupowania kolejnych komputerów do indywidualnej nauki warto by pomyśleć, jak stworzyć dzieciom przestrzeń do bycia w grupie i interakcji z ludźmi?
  2. Samowystarczalność nie leży w naturze ludzkiej. Naszym zadaniem jako dorosłych – rodziców, nauczycieli – powinno być nauczenie dzieci, jak i gdzie szukać wsparcia innych ludzi. W pojedynkę nigdy nie dokona się tak wiele, jak we współpracy z innymi i dotyczy to większości sfer życia.
  3. Dla podtrzymania motywacji i entuzjazmu do nauki ważne jest danie dzieciom nieograniczonej możliwości zadawania pytań. Jeśli nieustannie objaśniamy dzieciom rzeczy, o które wcale nie pytały (to obraz klasycznej lekcji w szkole, prawda?) i nie dajemy mu możliwości zadawania własnych pytań, dziecko traci motywację do odkrywania. Smutna prawda, o której piszą autorzy książki, jest taka, że większość dzieci najpóźniej po dwóch latach chodzenia do szkoły traci wrodzoną ciekawość świata. Warto podążać za dzieckiem – nie przed nim.
  4. Ludzki mózg jest przystosowany do rozwiązania problemów, a nie wkuwania faktów na pamięć. Dla dzieci ważne jest poczucie sprawczości – edukacja powinna zapewniać możliwość zbierania realnych zmysłowych doświadczeń, budowania i tworzenia. Nie chodzi o podawanie gotowej wiedzy na tacy.
  5. Przymus osiągania określonych wyników w nauce w określonym czasie sprawia, że dziecku nie daje się możliwości traktowania poważnie swojego indywidualnego tempa nauki, swojego potencjału i… samego siebie.
  6. Zaufanie dorosłego + Wiara dorosłego w rzeczywisty potencjał danego dziecka = Wiara dziecka w siebie i swoje siły + Poczucie wspólnoty
  7. System nagród i kar ma krótkie nogi. Daje jedynie doraźne korzyści, a i to nie zawsze.
  8. Upór to motor napędowy wszelkiego działania, wyraz rozwiniętej autonomii myśli, zachowań i odczuć. Wytrwałe dążenie do celu to jedno z narzędzi ważnych dla osiągania sukcesów w życiu. Nauka funkcjonowania dziecka w społeczeństwie nie może się odbywać kosztem łamania woli dziecka, ignorowania jego potrzeb i uczuć. Nie uczmy dzieci konformizmu, rezygnacji i bierności. Trudno jest wychować dziecko na autonomiczną i pewną siebie jednostkę, jeśli stale otrzymuje przekaz, że powinno się dopasować do innych.

20150520W minionym wieku wychowanie dzieci miało zupełnie inne cele niż obecnie. Niegdyś władzom zależało na ukształtowaniu jednostek podporządkowanych, przygotowanych do pełnienia ściśle określonych ról społecznych, posłusznych, nie kwestionujących poleceń. Osoby o własnych poglądach, kwestionujące ustalony porządek, autonomiczne, były niemile widziane, ponieważ zagrażały stabilności wspólnoty.

Dzisiejszy świat potrzebuje ludzi, którzy odkryli swój potencjał i rozwijają swoje talenty, by w najlepszy dla siebie sposób pracować dla dobra swojego oraz ogółu. Miłość i wsparcie innych ludzi powinny być fundamentem, na którym opiera się życie każdego człowieka.

Źródła zdjęć: chustodzieciaki.pl, pixabay.com

Follow my blog with Bloglovin

 


Related Posts

Pomyśl o sobie dobrze

Pomyśl o sobie dobrze

„Wiesz, ja czasami mam naprawdę dość. Chciałabym wyjść i nie wrócić.” – patrzysz na mnie niepewnie, jakbyś bała się, że Cię ocenię. „Nie mogę go już słuchać, on non stop płacze.” – wyrywa Ci się mimochodem i widzę, że trudno jest Ci z tym, że […]

Pierś zamiast kocyka

Pierś zamiast kocyka

Czy w okresie ciąży zastanawiałyście się nad tym, czy będziecie karmić piersią? A jeśli podjęłyście decyzję na tak, to czy myślałyście o tym, jak długo będziecie karmić? Przyznam, że ja będąc w pierwszej ciąży nie przywiązywałam do tych kwestii dużej wagi. I o ile karmienie […]



  • www.gabistworkowo.pl

    Muszę przeczytać tę książkę. Ja też uważam, że wszystkie dzieci są zdolne, tylko dorośli marnują czasem te talenty dziecięce i zabijają naturalną ciekawość.

    • Myślę, że to takie zamknięte koło – z rodzicami postępowano podobnie, a więc i oni sami realizują podobny model ze swoimi dziećmi.

  • Bardzo dobry artukuł. Wszystkie dzieci są zdolne. Każde rozwija się swoim tempem. Nie można porównywać jedych dzieci do drugich. Najważniejsze by miały zaufanie do rodziców i wierzyły we własne możliwości. Ważne by dzieciom dać oparcie i „mocny kręgosłup”, nauczyć je pracowitości i otwartego serca, wrażliwości na świat. Cieszę się że poruszasz tematy o wychowaniu dzieci na swoim blogu. Ze swoich obserwacji i doświadczenia wiem, że to co dzieci jedzą i piją również kształtuje ich osobowość. Więcej na http://www.gosiakrawczyk.pl

  • magda

    Zgadzam sie w 100%. Gratuluje poruszenia tematu. I to chyba jakas telepatia, bo czytajac Patrycjo Twoje wczesniejsze wpisy, chcialam napisac Ci o ksiazce Michaela Haucha (pediatra z Düsseldorf) „Dziecinstwo nie jest choroba”, ktora porusza bardzo podobna tematyke, podkreslajac zarazem jak wielka krzywde wyrzadzamy dzieciom nieustannie je porownujac do innych. Za pozno chodzi, za pozno mowi, jeszcze nie czyta… lista poszerza sie z wiekiem. Czasami az chce sie krzyczec: oddajmy naszym dzieciom dziecinstwo, bo maja one wyrosnac na szczesliwych, dobrych ludzi a nie na opetanych zadza wladzy i pieniedzy robotow, ktorzy wypala sie w wieku 35 lat. I chyba troche szkoda, ze nasze pokolenie 35-40 latkow, ktorym w wiekszosci pozwolono byc dziecmi, nie potrafi dac tego swoim dzieciom

    • Magda, bardzo miło Cię „widzieć” 🙂 Dziękuję Ci za komentarz i polecenie książki. Na pewno sięgnę. Ja sama jestem bardzo zmęczona wszechobecnym porównywaniem i wyścigiem o miejsce na podium. Gdyby udało nam się pokazać naszym dzieciom, że można inaczej i że to „inaczej” nie znaczy gorzej, lecz pełniej, prawdziwiej, to to by było naprawdę coś. Mam nadzieję, że to się uda…


%d bloggers like this: