noszenie dzieci, rodzicielstwo bliskości, karmienie naturalne

Moje rodzicielstwo bliskości – mówienie „nie”

Rodzicielstwo bliskości

Praktykowanie rodzicielstwa bliskości wiąże się z wnikliwą obserwacją dziecka, umiejętnością zatrzymania się oraz tworzenia uważnej relacji opartej na wzajemnym zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa. To również umiejętność mówienia dziecku „nie” – z miłością i szacunkiem dla jego emocji. Rodzicielstwo bliskości to jedna z najwspanialszych rzeczy, z którą wiąże się moje własne rodzicielstwo.

Z pojęciem rodzicielstwa bliskości spotkałam się po raz pierwszy, kiedy Miłosz, mój starszy syn, miał 1 miesiąc. Z racji jego bardzo wysokich potrzeb (słyszeliście o tzw. high need babies? Jeśli nie, odsyłam Was do artykułów psychologa Ani Siudut z Pracowni Środka) całkowicie przestawiłam się na życie tu i teraz oraz codzienną walkę – walkę, by dotrwać do wieczora, a potem przeżyć w jednym kawałku noc. Taki stan trwał przez wiele miesięcy. W tym czasie nie ustawałam w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy zachowania Miłosza mieszczą się w granicach jakiejkolwiek „normy”, czy jest zdrowy, czy wymaga pomocy itd. Nigdy nie zapomnę stwierdzenia pani neurolog, że „jego wrzaski są przejawem przystosowania do życia w dzisiejszych czasach, gdzie o wszystko trzeba walczyć”.

Specyfika zachowań niemowlęcych Miłosza sprawiła, że zaczęłam czytać książki o tematyce związanej z psychologią dziecka. Ta droga zaprowadziła mnie szybko do publikacji na temat rodzicielstwa bliskości, opartego na teorii przywiązania Bowlby’ego, a więc takiego modelu rodzicielstwa, w którym między dzieckiem a rodzicem tworzy się więź pełna ufności, poczucia bezpieczeństwa oraz poszanowania potrzeb i emocji obu stron. Na ten ostatni aspekt chcę dzisiaj zwrócić szczególną uwagę, ponieważ wokół rodzicielstwa bliskości narosło wiele mitów, z czego jeden z najbardziej powszechnych to ten, że rodzicielstwo bliskości to zatracanie samego siebie dla dziecka oraz wchodzenie rodzicowi na głowę.

Poczuj siebie

Wychowanie dziecka w duchu empatii i poszanowania potrzeb wiąże się z nieustannym wczuwaniem się w małego człowieka, ale również… w siebie. W codzienności rodzicielskiej czasami łatwo jest zapomnieć o sobie samym i przeobrazić się w umęczonego życiem rodzica, który od ust sobie odejmie, by spełnić pragnienie dziecka, który ledwo żywy wstanie skoro świt, by kupić dziecku zabawkę, o której wspomniało przed zaśnięciem, który zrezygnuje ze swoich marzeń, by skupić się na realizacji marzeń dziecka, bo przecież dziecku się nie odmawia. Piszę to z lekką ironią, ponieważ wciąż często można się spotkać z takim postrzeganiem rodzicielstwa bliskości – z opinią, że rodzic bliskościowy to rodzic, któremu dziecko całkowicie przesłania świat.

Oczywiście – w pewnym zakresie takie zachowania można uznać za niegroźne i będące przejawem miłości rodzica do dziecka, ale jeśli budujemy na nich swoją codzienność, oznacza to tyle, że dziecko jest ważne, zaś rodzic nieważny, co nie pozostaje bez znaczenia dla całościowych relacji w rodzinie. Wydaje mi się, że nie na tym polega udane rodzicielstwo i jestem pewna, że nie na tym polega rodzicielstwo bliskości. Bo w rodzicielstwie bliskości zawiera się pewne magiczne słowo: RÓWNOWAGA.

Ty jesteś ważny i ja jestem ważna

Doskonale czuję się w roli mamy i z radością odpowiadam na Twoje potrzeby, synku, ale chciałabym również, abyś zauważył i uszanował fakt, że inni ludzie też mają swoje potrzeby.

Rozumiem, że masz wielką ochotę na zjedzenie trzeciego kawałka ciasta, ale raz, że moim zdaniem to trochę sporo, a dwa, że ja też chciałabym je spróbować. Co Ty na to?

Rozumiem, że bardzo chciałbyś już pobawić się zabawką, o której mówiłeś mi wieczorem, ale jest jeszcze bardzo wcześnie rano, a ja pracowałam do późna i jestem zmęczona. Potrzebuję odpocząć. Może moglibyśmy pójść po tę zabawkę razem po śniadaniu?

Rozumiem, że chciałbyś iść w sobotę do wesołego miasteczka, ale mam od dawna zaplanowane na ten dzień ważne dla mnie szkolenie. Może w kolejny weekend wybierzemy się razem do ZOO? A może jest coś innego, co mogłabym dla Ciebie zrobić?

„Nie” z miłością

Wierzę, że w relacji z dzieckiem istotne jest nie tylko to, co się mówi, ale jak się mówi. Dzieci świetnie wyczuwają emocje i intencje. Jest ogromna różnica w odbiorze komunikatu przez dziecko w zależności od towarzyszących nam emocji. Możemy odmówić dziecku zaspokojenia jego pragnienia ze spokojem i miłością, a możemy też zrobić to ze zniecierpliwieniem i gniewem. Z punktu widzenia odbiorcy różnica jest ogromna. Dorośli też ją przecież czują.

W rodzicielstwie bliskości nie chodzi o to, by dziecku niczego nie odmawiać lub stawiać jego potrzeby zawsze przed swoimi. Oczywiście, w pierwszym okresie życia dziecka trudniej jest zadbać o siebie. To jest czas inwestycji. Niemowlę z naturalną dla siebie potrzebą bliskości raczej ze średnim entuzjazmem przyjmie fakt, że chcesz akurat wziąć długą kąpiel. Ten czas mija, ale pamiętaj – co włożysz do walizki, to wyjmiesz.

Kształtowanie relacji z dzieckiem zaczyna się już w brzuchu mamy i nie ustaje nigdy, choć wiadomo, że z punktu widzenia tworzenia więzi między dzieckiem a rodzicem kluczowe są pierwsze 3-4 lata życia.

Moje granice są dla mnie ważne

Dbanie o swoje potrzeby i granice, z czym związana jest konieczność odmawiania dzieciom różnych rzeczy, to dla mnie nieustanne wyzwanie – jedno z ważniejszych w rodzicielstwie. Problem rodzicielskich granic pięknie ujął w słowa Jasper Juul w książce „Nie” z miłości:

Za mało troszczymy się o nasze indywidualne granice i potrzeby, a potem zrzucamy za to winę na innych.

Bardzo nie chcę zostać sfrustrowanym rodzicem, który zapomniał o tym, że stanowi odrębną, autonomiczną istotę, a potem zarzuca dzieciom, że tego nie doceniły… Bardzo nie chcę.

Emocje dziecka

To zupełnie normalne, że jeśli odmawiam dziecku zaspokojenia jego pragnienia, może pojawić się z jego strony złość, smutek, rozczarowanie lub jeszcze inne emocje. Warto sobie jak najszybciej uświadomić, że naszą rolą nie jest zaprzeczanie emocjom dziecka, bagatelizowanie ich lub wmawianie mu, że nie czuje tego, co czuje, lecz ich zaakceptowanie oraz pomoc w ich przeżywaniu. Czasami będzie to rozmowa, czasami przytulenie, a czasem po prostu milcząca, aprobująca obecność.

Moje narzędzia

Jako rodzic mam w sobie zgodę na mówienie dziecku „nie”, jeśli w mojej ocenie tego wymaga sytuacja. Trudno nazwać te chwile przyjemnymi. Mam jednak zestaw narzędzi, który pomaga moim dzieciom i mnie samej wyciszyć trudne emocje:

1. Przytulenie (z inicjatywy dziecka lub za jego zgodą) – nie bez przyczyny znajduje się na pierwszym miejscu. Bliskość fizyczna wycisza, uspokaja, daje poczucie bezpieczeństwa, łagodzi frustrację.
2. Wysłuchanie i rozmowa o potrzebach i emocjach (w zakresie możliwym do ogarnięcia przez 4,5- oraz 2,5-latka).
3. Konsekwencja – uważna, lecz nie żelazna. Zdarza się, że w pierwszej chwili nie docenię potrzeby mojego dziecka, natomiast przecenię swoją pierwotną ocenę sytuacji. Nie zdarza się to nagminnie, ale jednak zdarza. Nie boję się zmienić zdania lub przyznać do błędnej oceny. Zawsze jednak tłumaczę dziecku swój tok rozumowania i powód zmiany decyzji. Nie jestem nieomylna. Nie mam problemu z powiedzeniem „przepraszam”.

Dla mnie te narzędzia mają magiczną moc. Nie zawsze jestem w stanie zareagować na silne emocje moich dzieci tak jak bym chciała, ale robię, co w mojej mocy. Chciałabym, żeby moje dzieci wiedziały, że wszystkie ich emocje są dla mnie niezwykle ważne. Przykładam do nich wielką wagę, tym bardziej, że mój starszy syn uczy się ich nieco inaczej niż większość dzieci. Chcę przy tym, żeby dzieci wiedziały, że mam również prawo powiedzieć „nie” – jak każdy autonomiczny człowiek.

Odmawianie jest OK. Mądre, intuicyjne granice są OK. Dziecięce emocje z nimi związane też są OK.

Follow my blog with Bloglovin


Related Posts

Chusta kółkowa

Chusta kółkowa

Chusta kółkowa to alternatywa dla chusty tkanej wiązanej. Nie potrafię sobie wyobrazić swojej przygody z chustonoszeniem bez chusty na kółkach. W jakich sytuacjach się przydaje? Czy istnieją jakieś ograniczenia w jej stosowaniu? Chusta kółkowa to pas tkaniny zakończony z jednej strony dwoma kółkami, po których […]

Pomyśl o sobie dobrze

Pomyśl o sobie dobrze

„Wiesz, ja czasami mam naprawdę dość. Chciałabym wyjść i nie wrócić.” – patrzysz na mnie niepewnie, jakbyś bała się, że Cię ocenię. „Nie mogę go już słuchać, on non stop płacze.” – wyrywa Ci się mimochodem i widzę, że trudno jest Ci z tym, że […]



  • Piękny wpis. Właśnie takie świadome rodzicielstwo bliskości ma największy sens. A przeciwnicy streszczają je do noszenia, rozpieszczania i pozwalania na wszystko, przykre :/

    • Bo łatwiej jest zanegować niż przyjrzeć się bliżej… Jeszcze by się okazało, że zachce nam się przeprowadzić jakieś zmiany w swoim życiu i wyjść poza schemat… 😉

      Rodzicielstwo bliskości jest wyzwaniem – nie mam co do tego wątpliwości. Ale to też droga do zdjęcia klapek z oczu i do wolności…

  • O! Dziękuję za ten wpis, muszę się sobie czasem przypomnieć i przypomnieć sobie, że mój syn to mądry chłopiec i zamiast się spinać wystarczy z nim porozmawiać. Mądry tekst, dużo pracy.

    • Małe dziecko może być fantastycznym rozmówcą, prawda? 🙂 Obyśmy jak najczęściej tego doświadczali.

      • O tak. Nawet jeśli nadal nie mówi. Zadziwiająco dobrze potrafi się porozumiewać. 🙂

  • Marcelina

    Odczarowała Pani dla mnie rodzicielstwo bliskości. Zgodziłabym się z każdym słowem. Zwłaszcza z : „Bardzo nie chcę zostać sfrustrowanym rodzicem, który zapomniał o tym, że stanowi odrębną, autonomiczną istotę, a potem zarzuca dzieciom, że tego nie doceniły… Bardzo nie chcę.”

    Dziękuję za ten wpis.


%d bloggers like this: